Rozmowy z katem

Rozmowy z katem cz. 1

Rozmowy z katem cz. 2

Rozmowy z katem

 

Historia publikacji

Ukazała się po raz pierwszy w latach 1972–1974 w miesięczniku Odra, następnie jako książka, Rozmowy zostały wydane w 1977 (w niepełnej wersji). Wersja pełna i nieocenzurowana ukazała się po raz pierwszy w roku 1992 nakładem PWN. Książka ta stanowi dokumentalną i rzetelną relację, mającą cechy studium socjologicznego i psychologicznego.

Powstanie i tematyka dzieła

W roku 1949 Kazimierz Moczarski, dziennikarz, prawnik z wykształcenia, żołnierz Armii Krajowej, został osadzony przez władze komunistyczne wraz ze zbrodniarzem, wysokiej rangi oficerem SS Jürgenem Stroopem w jednej celi więzienia mokotowskiego w Warszawie. Stroop (m.in. likwidator getta warszawskiego podczas powstania w 1943, odpowiedzialny za śmierć dziesiątków tysięcy ludzi) został wcześniej skazany na karę śmierci przez amerykański sąd, w Polsce sądzony był m.in. za zbrodnie z Warszawy i poznańskiego. Umieszczając Moczarskiego ze zbrodniarzem władzom komunistycznym prawdopodobnie chodziło o złamanie psychiki polskiego bohatera wojennego i działacza AK. Wraz z nimi wyrok odbywał niejaki Gustaw Schielke, niemiecki policjant. Ta sytuacja sprowokowała Moczarskiego do stworzenia portretu osobowości hitlerowca, opisu jego życia i kariery oraz napisania książki o mechanizmach działania i rozwoju nazizmu[2].

Uwagę zwraca niezwykła pamięć Moczarskiego, który spisując rękopis tuż po wyjściu z więzienia w 1956, pamiętał wiele szczegółów z pobytu, takich jak rozmowy, gesty czy reakcje współwięźniów. Sam autor podejrzewał, że pamięć spowodowana była niezwykłym napięciem okresu wyczekiwania na wykonanie na nim wyroku śmierci. Przed opublikowaniem Rozmów wszystkie fakty w nich zawarte, w miarę możliwości, zostały przez autora zweryfikowane. Moczarski miał dostęp do niektórych świadków opisanych zdarzeń oraz do stenogramów i dokumentów procesowych polskich i amerykańskich.

Adaptacje

W 2006 roku Teatr Telewizji wyemitował adaptację Rozmów w reżyserii Macieja Englerta. W role Kazimierza Moczarskiego i Jürgena Stroopa wcielili się Andrzej Zieliński i Piotr Fronczewski. (Wikipedia)

line-wordpress-long

KAZIMIERZ MOCZARSKI

ROZMOWY Z KATEM

 

opracował

Andrzej Krzysztof Kunert

Wydawnictwo Znak Kraków 2009

Przez dziewięć miesięcy 1949 roku w jednej celi więziennej prze­bywali: Kazimierz Moczarski, bohater Armii Krajowej, i generał SS JUrgen Stroop, kat warszawskiego getta. Stalinowska brutalność i brak skrupułów postawiły między nimi znak równości. Opis rozmów prowadzonych systematycznie przez cały ten czas odstania czytelni­kom prawdziwe oblicze Stroopa i daje jedyny w swoim rodzaju obraz „osobowości totalitarnej“, który zapada w pamięć bodaj równie moc­no, co okoliczności, w jakich powstawał.

Książka Moczarskiego odmalowuje portret nazistowskiego kata, jakiego nie pokazał nikt przed nim. I pozostawia między słowami i na margi­nesach miejsce gotowe przyjąć tego portretu dopełnienie: portret kata stalinowskiego. Dyskrecja Moczarskiego, gdy chodzi o własną osobę, bierze się nie tylko z jego skromności. Jako zawodowy dziennikarz wie­dział, że każda próba opisania jego losów osobistych zostałaby zdjęta przez cenzurę.

KRZYSZTOF POMIAN

Niezwykły dokument (…), książka, która rangą dorównuje przesłaniu Sołżenicyna.

„LE NOUVEL OBSERVATEUR“

Nie przypominam sobie żadnej innej książki, która by tak daleko wiodła czytelnika w głąb mrocznego nazistowskiego umysłu.

„NEW YORK REVIEW OF BOOKS“

cena detal. 39 zł

ISBN 978-83-240-1104-9

www. znak.com

 

 

line-wordpress-long

  1. OKO W OKO ZE STROOPEM

Bo cóż by warte były bunty i cierpienia,

Gdyby kiedyś w godzinę zdobytej wolności,

Nie miały się przerodzić w cierpień zrozumienie […] Gdyby się lud gnębiony stawał gnębicielem

I w dłoń przebitą gwoździem chwytał miecz Piłata?

Antoni Słonimski, Do przyjaciół w Anglii

2 marca 1949 roku. Oddział XI Mokotowa, warszawskiego więzie­nia. Właśnie przeniesiono mnie do innej celi, gdzie siedziało dwóch mężczyzn. Ledwo drzwi przyryglowano, zaczęliśmy się „ob­wąchiwać“ — jak to więźniowie. Ci dwaj mieli chwilowo przewagę w układzie stosunków wewnątrzcelowych, bo byłem do nich prze­kwaterowany. Co prawda i ja miałem jakieś szańce. Dla zanurzenia się w ochronnej rezerwie mogłem np. robić z siebie „słup soli“ lub udawać „Janka z księżyca“. Oni nie byli w stanie stosować podob­nych praktyk, bo tworzyli konstelację, w ruchu.

  • Sind Sie Pole?“— pyta starszy, niewysoki, szczupły, z żylastymi rękami, kartoflanym brzuchem i dużymi brakami w uzębieniu. Kurt­ka feldgrau, więzienne spodnie, drewniaki. Koszula rozchełstana.
  • A panowie?
  • My jesteśmy sogennante Kriegsverbrecher2.

1 Sind Sie Pole ? (niem.) — Czy pan jest Polakiem ?

2 sogennante Kriegsverbrecher (niem.) — … tak zwani przestępcy wojenni (zbrodniarze wojenni).

 

10                       ROZMOWY Z KATEM

Rozpakowuję majdan, upycham graty. Starszy ułatwia te czynno­ści, bez zachęty z mojej strony. Nie mówimy. Wszyscy przejęci. Ja wtedy tak mniej więcej myślałem: — Niemcy. Pierwszy raz w życiu będę z nimi bardzo blisko. Takich hitlerowców z lat okupacji pamię­tam, jakby to było dzisiaj. Trudna sytuacja, ale w Mokotowie nieraz łączono w celach więźniów bez zaglądania w rubrykę narodowości. Niemcy. Dzieli mnie od nich wszystko — a więc i ciężar przeszłości,

i postawa światopoglądowa. A łączy: interes ludzi w jednej celi. Czy taka więź sytuacyjna, nie wytworzona z dobrej woli, może być po­dobna do kładki nad przepaścią?

Przerywam błyskawiczne refleksje, bo nawyk czuwania alarmu­je: dlaczego ten drugi hitlerowiec jest bierny i wtulony w okno? Niebezpieczny, czy się boi?

Przy zagospodarowaniu pomagał mi Gustaw Schielke z Hanowe­ru, długoletni zawodowy podoficer kryminalnej policji obyczajowej (Sittenpolizei). W czasie wojny SS-Untersturmfiihrer3, archiwista krakowskiego urzędu BdS, czyli dowódcy Policji Bezpieczeństwa

i Służby Bezpieczeństwa4 w Generalnej Guberni.

  • Po sprawie? — pytam go.
  • Długo w mamrze?
  • W Polsce: 1 rok, 9 miesięcy i 27 dni. Przedtem siedziałem w obo­zach aliantów w Niemczech Zachodnich.

Jeszcze liczy dni, stawiając prawdopodobnie kreseczki na ścianie, z nadzieją, że opowie wnukom o więzieniu w Polsce — pomyślałem.

Ten drugi, co niepokoił mnie, był wysokim i nawet pozornie bar­czystym mężczyzną. Zasłaniając część okna, ustawiał się pod świa­tło. Trudno go obserwować. Znałem te metody. Ma kompleksy śled­cze, więzienne — skonstatowałem — ale zachowuje się fachowo.

3 Untersturmfiihrer (Untersturmfńhrer w SS, SS-Untersturmfńhrer w Waf­fen-SS) — najniższy stopień oficerski (odpowiednik stopnia Leutnant w Wehrmach­cie), podporucznik.

4 Befehlshaber des Sicherheitspolizei und der Sicherheitsdienst (BdS) im Ge­neralgouvernement (niem.), Dowódca Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeń­stwa w Generalnym Gubernatorstwie.

 

  1. OKO W OKO ZE STROOPEM 11

— Stroop — przedstawił się wreszcie. — Mein Name ist Stroop, durch zwei „o“. Vorname: Jrgen. Ich bin General-leutnant. Po pol­sku: division-general… Enchante, Monsieur5.

Podniecony, miał czerwone uszy. Ja chyba także. Przybycie do obcej celi lub poznanie więźnia to wielka emocja.

Ledwo wymieniłem nazwisko, wtoczył się kocioł i zapach obia­du. Kalifaktorzy‘, również Niemcy, dali moim kompanionom znak, że nie jestem kapuś. Od dawna znali mnie z różnych okoliczności życia mokotowskiego.

Stroop dostawał, oficjalnie, podwójną porcję. Jadł z apetytem, sys­tematycznie. Obiad w milczeniu. Zmuszam się do spokojnego poły­kania, aby nowi towarzysze nie spostrzegli, jak jestem poruszony.

Więc to jest właśnie Stroop, zaufaniec Himmlera, warszawski SS­und Polizeifiihrer7, likwidator stołecznego getta i poprzednik ukara­nego przez nas Kutschery8. Siedzi o metr i zajada obiad. Pięćdziesię­cioletni. Starannie, jak na więzienie, ubrany. Ciemnopąsowa wiatrów­ka, pod szyją biały halsztuk z chusteczki kunsztownie zawiązanej. Spodnie beige9. Trzewiki brązowe, lekko sfatygowane, wyczyszczo­ne na glans.

5 Mein Name… (niem., franc.) — Moje nazwisko Stroop, przez dwa „o“. Imię: Jurgen. Jestem generałem-porucznikiem. Po polsku: generałem dywizji… Bardzo mi miło, proszę pana.

6 Kalifaktor — dawniej: kalefaktor (łac.), ubogi uczeń w szkołach zakonnych, który w zamian za utrzymanie palił w piecach, rąbał drwa i karał cieleśnie winowaj­ców, w przenośni: pochlebca, donosiciel; w okresie PRL w gwarze więziennej kali­faktor — więzień funkcyjny, korytarzowy, często Niemiec.

7 Warszawski SS- und Polizeifuhrer (niem.) — Der SS- und Polizeifhrer (SSPF) im Distrikt Warschau, Dowódca SS i Policji na Dystrykt Warszawski.

8 SS-Brigadefuhrer und Generalmajor der Polizei (Brigadefhrer SS i generał­-major /generał brygady/ policji) Franz Kutschera (1904-1944), Dowódca SS i Po­licji na Dystrykt Warszawski od września 1943 r., który podpisywał obwieszczenia o masowych egzekucjach publicznych w Warszawie, dokonywanych przez Niem­ców od 16 października 1943 r. Zlikwidowany 1 lutego 1944 r. przez żołnierzy oddziału specjalnego »Pegaz“ Kierownictwa Dywersji (Kedywu) Komendy Głów­nej Armii Krajowej (późniejszy batalion „Parasol“ Armii Krajowej). Oficjalny ko­munikat o tej akcji opublikowano na łamach centralnego organu prasowego AK „Biuletynu Informacyjnego“ 24 lutego 1944 r. (nr 8), nazywając w nim Kutscherę „głównym organizatorem trwającego od kilku miesięcy wzmożonego terroru“.

9 Beige (franc.) — beżowe.

 

12 i ROZMOWY Z KATEM

Schielke wiosłuje łyżką. Zjadł szybko, zanucił „In Hannover an der Leine, haben Mklchen dicke Beine““, i jakby od niechcenia spy­tał: — Dawno pan siedzi?

Odpowiedziałem. Zaproponował wtedy, że umyje moją menaż­kę. Musiał się spotkać z odmową, bo takie usługi przyjmuje się z pil­nej potrzeby albo z przyjaźni.

Stroop obiadował wolno. W końcu podał Schielkemu dwie mi­ski do umycia. Przedtem popuścił spodnie, zapinając je w pasie na jeden z rezerwowych guzików, przyszytych przez niego na „śred­nie“ lub „większe“ nafaszerowanie brzucha.

Schielke pucuje naczynia. Stroop milczący, przy stoliku podokien­nym, oparty na łokciach, twarz w dłoniach. Mięsisty nos wystaje zza palców. Pozycja tragicznego mędrca.

Zainteresowała mnie ta kontemplacja. Wiązałem ją z fotografia­mi Stroopowskiego „ołtarzyka“ na stoliku. Obok Biblii leżały tam dwie paczki listów z NRF“, kilka książek, zeszyt, ołówki. Ale co mnie przede wszystkim uderzyło — to poliptyk fotograficzny rodzi­ny Stroopa. Na kartonie pod każdym zdjęciem wykaligrafowane go­tykiem napisy: „Unsere Mutter“, „Unsere Tochter“, „Unser Sohn“

i „M e i n e F r a u“12. W zakamarkach „ołtarzyka“ — drobne pamiąt­ki, m.in. piórko kraski ze smugą błękitu i listek. Zasuszony listek brzozy. Kontemplacja Stroopa wydawała się melancholiczna, więc pytam, o czym duma. Nie wykluczałem odpowiedzi: „o swoich spra­wach“, co oznaczałoby, że myśli o rodzinie i prosi, aby nie przeszka­dzać. A Stroop rzekł:

  • Zapomniałem, jak po polsku nazywa się ptaszek, którego mia­nem określają u was młode kobiety. Jakoś tak: szy… szy… szybka czy podobnie?
  • Gdzie pan to słowo słyszał?

10 „In Hannover…“ (niem.) — „W Hanowerze, nad rzeką Lejne, dziewczęta mają grube nogi“.

11 Nazwę utworzonego we wrześniu 1949 r. państwa: Bundesrepublik Deutsch­land (BRD) tłumaczono w Polsce początkowo jako: Niemiecka Republika Federal­na (NRF), dopiero po nawiązaniu stosunków dyplomatycznych w 1972 r. wprowa­dzając właściwą nazwę: Republika Federalna Niemiec (RFN).

12 „Unsere Mutter“ … (niem.) — „nasza matka, nasza córka, nasz syn, moja żona“.

 

  1. OKO W OKO ZE STROOPEM 13
  • Na spacerze, gdy więźniowie kryminalni z ogólnych cel zaga­dywali aresztantkę z klasa biustem, która pracuje w pralni. Nie mogę tego słowa spamiętać. Co dzień je powtarzałem. Brzmi jak: szybka, s zczyrka…
  • Może mówili: ścierka? Ale to nie ptaszek.
  • Na pewno był ptaszek. I na pewno nie szczerka.
  • Upiera się pan przy ptaszku, więc może sikorka?
  • Tak — rozpromienił się — szykorka, szykorka, die Meise. Tamta młódka z pralni przeginała szyję niby szykorka.
  • Jak generał sobie podje — zarechotał Gustaw Schielke — to robi się pies na młode baby. Nie te czasy, Herr General! A ponadto, jak żyję, nie widziałem szykorek z piersiami!

Generał zgromił Schielkego wzrokiem. Po raz pierwszy zoba­czyłem ołów w oczach Stroopa.

Cela miała jedno łóżko, które można było podnosić i przytwier­dzać na dzień do ściany (w żargonie więziennym zwane legimatą). Dotychczas spał na nim Stroop, a Schielke rozkładał siennik na pod­łodze. Przy końcu dnia musieliśmy ustalić nowy system spania. Stroop zwrócił się wtedy do mnie: — Idę na podłogę. Panu przysługuje łóż­ko, ponieważ pan jest członkiem narodu tu rządzącego i zwycięskie­go, a więc narodu panów. (Powiedział: „Herrenvolk“).

Osłupiałem. To nie była ze strony Stroopa komedia, poza lub grzeczność. On po prostu ujawnił swój pogląd na stosunki między ludźmi. Wylazły z niego wpajane od dzieciństwa: kult siły i służal­stwo — nieuchronny produkt ślepego posłuszeństwa.

Schielke poparł Stroopa. Uzasadniłem odmowę truizmem, że wszyscy więźniowie są równi w zakresie bytu więziennego. I do ostat­nich dni ze Stroopem i Schielkem spaliśmy wszyscy na podłodze, na trzech siennikach.

Nie wykluczam, że Stroop uważał mnie — jeśli idzie o tę sprawę —za wariata.

Wkrótce po konflikcie z Schielkem na temat szykorki Stroop zaproponował obejrzenie książek. Miał ich około 180; większość

 

14 i ROZMOWY Z KATEM

z zasobów bibliotecznych więzienia. Wszystkie w języku niemiec­kim. Były tam dzieła naukowe (m.in. historyczne, geograficzne, gospodarcze), podręczniki szkolne, powieści, broszury i nawet dru­ki propagandowe NSDAP13.

Rzuciłem się na książki żarłocznie: objaw normalny w więzie­niu. Początkowo przeglądałem teksty, ilustracje i mapy. Potem zaczytywałem się. No, i dyskutowaliśmy. Chłonąłem informacje o Niemczech oraz komentarze obu hitlerowców do zjawisk niezro­zumiałych dla Polaka. Pogłębiałem znajomość niemieckiego. Słucha­łem gawęd, naświetleń, opinii i — co jest nieuchronne — zwierzeń.

Słuchałem opowiadań o miastach i wsi niemieckiej, o górach, dolinach, lasach, o życiu nie tylko miast, ale i rodzin, i poszczegól­nych jednostek. Przeżywałem zapach sieni i kuchni, pokojów jadal­nych i salonów, knajp i ogrodów, bitew i tęsknot za Heimatem14. Szedłem — były żołnierz Armii Krajowej — ślad w ślad za życiem hitle­rowca Stroopa, razem z nim, koło niego i jednocześnie przeciw nie­mu“, choć jasne, że nie z dozorcami więziennymi“.

Jiirgen Stroop. Ochotnik I wojny światowej. Były kombatant detmoldskiego pułku pruskiej piechoty. Współorganizator partii hi­tlerowskiej w księstwie Lippe. Maszeruje ulicami Norymbergi wśród ryków na cześć Hitlera. Pnie się — mimo słabego wykształcenia — po drabinie zaszczytów i protekcji SS-owskiej. Urzęduje w Mnsterze

i Hamburgu. Działa twardą ręką, często okrutnie i morderczo: w Cze­chosłowacji, Polsce, na Ukrainie i Kaukazie, w Grecji, zachodnich Niemczech, Francji i Luksemburgu. Kocha swoje i obce kobiety, ale tylko swoje dzieci. Rozmawia z politykami HI Rzeszy, z Himmle­rem i czołówką SS. Jeździ horchami i maybachami. Cwałuje konno

13 Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei, NSDAP (niem.) — Naro­dowo-Socjalistyczna Niemiecka Partia Robotnicza.

14 Heimat (niem.) — ojczyzna, ziemia rodzinna.

“ gwiazdkami zaznaczono fragment tekstu obecny w odpowiednim odcinku edycji Rozmów z katem na łamach „Odry“ (1972, nr 4, s. 19), lecz usunięty przez cenzurę w pierwszych pięciu wydaniach książkowych w latach 1977-1985.

 

  1. OKO W OKO ZE STROOPEM 15

przez pola Teutoburskiego Lasu i Ukrainy. Nosi monokl i celebruje godność partyjnego generała. I nigdy nie powie inaczej o Hitlerze i Himmlerze, jak: Adolf Hitler i Heinrich Himmler; zawsze z imio­nami — w czym wyrażał się jego stale wiernopoddańczy stosunek do tych „wielkich ludzi Niemiec XX wieku“.

Podążałem również za Stroopem w kwietniowe dni getta war­szawskiego, choć trudno mi było czasem słuchać jego relacji z Gross­aktion15. Czułem jeszcze dym tej dzielnicy mego miasta, pokonanej i palonej w 1943 roku.

Towarzyszyłem mu także w sierpniowym mordzie 1944 roku —na generale-feldmarszałku von Kluge, oraz w likwidowaniu jeńców — lotników USA na obszarze Reńskiej Marchii Zachodniej.

Dyskutowaliśmy o wielu sprawach — szczególnie w końcowym okresie wspólnego pobytu w celi.

Stroop nie był gadułą, ale miał tendencję do opowiadania o so­bie, m.in. do chwalenia się. Wlazły w niego dygnitarskie nawyki! Lubił mieć swoją publiczność. Teraz Schielke i ja byliśmy jego jedynymi słuchaczami. Ta okoliczność pozwoliła mi na zdobycie wielu wiarygodnych, choć przekazanych słowem, materiałów.

Stroop nie opisywał chronologicznie swego życia. Czasem roz­mawialiśmy godzinami o jednej kwestii. Innego dnia przeskakiwali­śmy z tematu na temat. Z tak prowadzonych rozmów starałem się skonstruować możliwie usystematyzowany tok książki.

Gustaw Schielke często patrzył z innego niż Stroop punktu wi­dzenia na niektóre fakty i zjawiska. Był raczej prostolinijny psychicz­nie. I grały w nim relikty świadomości socjaldemokratycznej oraz związkowo-pracowniczej z okresu młodości. Prawdy wygłaszane mimo woli (a może nieraz w sposób zamierzony) przez Schielkego

15 Grossaktion (niem.) — Wielka Akcja (Wielka Operacja), używana w spra­wozdaniach Stroopa nazwa operacji „całkowitego zburzenia getta warszawskiego“, którą na rozkaz Heinricha Himmlera z 16 lutego 1943 r. przeprowadzał on od 19 kwietnia do 16 maja 1943 r. (szerzej opowiada o niej niżej).

 

16           ROZMOWY Z KATEM

stanowiły odczynnik na jednostronność Stroopa. Były również na­rzędziem kontroli i uzupełnieniem Stroopowskich wynurzeń.

Początkowo układ stosunków w celi cechowała ostrożność połą­czona ze zdziwieniem, wywołanym niezwykłością bądź co bądź sy­tuacji, potem — dyplomatyzowanie i język podtekstów, wreszcie —otwarte, czasem brutalne, wypowiadanie niektórych opinii i wiado­mości. Stąd dochodziło do spięć.

Czy nasze rozmowy były szczere? Wydaje mi się, że w dużej mierze t a k — szczególnie gdy już się dobrze poznaliśmy. Proste i nie­kłamane są wyznania więźniów w obliczu ostateczności. Była to jed­nak szczerość bierna, polegająca na unikaniu okoliczności, które mogłyby spowodować przypadkowe „zakapowanie“ więźnia. Ponadto panował w celi klimat niepisanej umowy, żeby w zasadzie nie poru­szać najdrażliwszych spraw lub mówić o nich oględnie.

Byłoby nielojalne wobec Czytelnika, gdybym nie podkreślił, że dążyłem do szczerości, a przez to do wyłuskania możliwie pełnej prawdy o Stroopie i jego życiu. Moje zaszokowanie z chwilą znale­zienia się z hitlerowcami, o czym piszę na początku, szybko prze­kształciło się w postanowienie: jeżeli już jestem ze zbrodniarzami wojennymi, to niech ich poznam, niech próbuję rozłożyć na włókna ich życiorysy i osobowość. Gdy to się uda, mam możność — choć w pewnym stopniu — odpowiedzieć sobie na pytanie, jaki m e­chanizm historyczny, psychologiczny, socjolo­giczny doprowadził część Niemców do uformo­wania się w zespół ludobójców, którzy kierowali Rzeszą i usiłowali zaprowadzić swój Ordnung16 w Europie i w świecie.

W czasie prawie dziewięciomiesięcznego pobytu ze Stroopem znajdowałem się więc oko w oko z ludobójcą. Stosunki między nami przebiegały w płaszczyźnie swoistej lojalności. Starałem się, choć to

 

  1. OKO W OKO ZE STROOPEM 17

z początku sprawiało mi niejaką trudność, widzieć w Stroopie tylko człowieka. On wyczuwał taką postawę, mimo że jasno akcentowa­łem inność oraz wrogość wobec myśli i działań, którym służył lub których dokonał. Stroop również nie próbował przechodzić na po­zycję przyjaciela Polaków i ostrego potępiania własnych czynów.

Ten wspólny pobyt stał się bodźcem i materiałem źródłowym do napisania niniejszej książki. Obraz, jaki przedstawiam, na pewno jest niecałkowity. I niewolny od moich komentarzy, choć usiłowa­łem tego unikać

Czy wiernie przekazuję istotę słów i postaw Stroopa oraz Schiel­kego? Myślę, że t a k. Tym bardziej że wkrótce po opuszczeniu wię­zienia poczyniłem notatki i zapiski, a niektóre elementy wypowie­dzi Stroopowskich sprawdziłem w archiwach i dostępnej dokumen­tacji historycznej. I nigdzie nie natrafiłem na ślad, że Stroop w rozmowach ze mną kłamał czy zbyt podbarwiał.

Pewne fragmenty Rozmów z katem mogą budzić nieporozumie­nie. Jeżeli podobne reakcje nastąpią, to będą — myślę — wywołane: albo nie d o p a s owani e m doświadczeń Czytelnika do opisywa­nych faktów, albo subiektywnymi t r u d n o ś c i a m i napisania tej relacji. Powtarzam: r e l a c j i, gdyż literaturyzowanie wydaje się być, w przypadku takiej książki, niewłaściwe.

I jeszcze jedna sprawa. Dotyczy dial o g ó w, stosowanych dość często w niektórych rozdziałach Rozmów z katem. Może tych dialo­gów być za dużo, jak na niektóre gusty. Lecz mój 255-dniowy wspólny pobyt17 w trójkącie: Stroop, Schielke i ja (przez krótki czas był z na­mi czwarty współwięzień), charakteryzował się dialogiem — podsta­wową formą słownych kontaktów w niedużych celach. Jakże z tej formy nie korzystać, gdy idzie o prawdę?!

17 Autor przebywał w jednej celi więziennej ze Stroopem od 2 marca do 11 li­stopada 1949 r., a zatem 255 (dwieście pięćdziesiąt pięć) dni. W poprzednich wyda­niach powtarzano podaną błędnie liczbę 225 dni.

 

SPIS TREŚCI

Od wydawcy …………………………………………………………………  5

Norman Davies, Wstęp ………………………………………………  7

  1. Oko w oko ze Stroopem ……………………………………… 9
  2. U stóp Bismarckowego Cheruska …………………………. 18
  • Pod sztandarem Kajzera ……………………………………………………… 35
  1. Redaktor 44
  2. Objawienie w Monachium ……………………………………. 56
  3. Lippe „wyraża wolę narodu“ ……………………………………………………… 68
  • Posłuszny, syty i dostojny …………………………………………………….. 82
  • Na czele Block-Standarte …………………………………………………… 98
  1. Dachau, willa Benesza i wanna Churchilla …………………………………………………. 107
  2. Złowróżbna sowa ……………………………………. 122
  3. Na „tyłowym“ froncie ……………………………………………………. 135
  • Autostrada i marzenia ukraińskie ………………………………………. 143
  • „Już był w ogródku…“ Na Kaukazie ………………………………. 152

XIV Wprawki i uwertura do Grossaktion ………………………..  164

  1. Flagi nad gettem ……………………………………. 188
  • Wielkie łowy ………………………………… 208
  • Krzyż Walecznych 224
  • Aber ein Guter Mann! ……………………………………………….. 238
  • W siódmym germańskim niebie ……………………. 255
  1. Marmurowa ambasada i żydowskie dywany ………… 274
  • Ośmioletni SS-owiec ………………………………… 287
  • „Trzymałem ludność w garści!“ …………………………………………………….. 301
  • Stroop likwiduje feldmarszałka ………………………………………………. 315
  • Werwolf — ostatni szaniec ……………………………………………………….. 335

 

446         SPIS TREŚCI

XXV: Mord na amerykańskich lotnikach ……………………………………..  358

XXVI. Szafot ………………………………………………………………..  376

ANEKS

  1. Kalendarium życia (opracował Andrzej Krzysztof Kunert) … 399
  2. Fragment początkowy pisma Kazimierza Moczarskiego wysłanego 24 lutego 1955 r. z więzienia w Sztumie do Naczelnej Prokuratury Wojska Polskiego w Warszawie opisujący czterdzieści dziewięć rodzajów „maltretacji i tortur“ ………………… 408
  3. Wyrok uniewinniający i rehabilitujący Kazimierza

Moczarskiego (oraz współoskarżonych Eustachego Kraka

i Alfreda Kurczewskiego) wydany przez Sąd Wojewódzki

dla m.st. Warszawy 11 XII 1956 (fragmenty) ……………………………  412

  1. O Rozmowach z katem (opracował Andrzej Krzysztof Kunert) …… 414
  2. Jak powstały Rozmowy z katem (wywiad Mieczysława

Orskiego z Kazimierzem Moczarskim) ……………………………  416

  1. Andrzej Szczypiorski, O Kazimierzu Moczarskim …………. 419
  2. Zbigniew Herbert, Co widziałem ………………………………. 432
  3. Jerzy Ficowski, Epitafium ……………………………………….. 434
  4. Gustaw Herling-Grudziński, fragment Dziennika pisanego nocą ……… 435
  5. Tadeusz Konwicki, fragment książki Wschody i zachody księżyca . . ………………………………….. 436

Indeks osób ……………………………………………………..  438

Klicke, um auf Moczarski_Rozmowyzkatem_ISSUU.pdf zuzugreifen

Kommentar verfassen

Trage deine Daten unten ein oder klicke ein Icon um dich einzuloggen:

WordPress.com-Logo

Du kommentierst mit Deinem WordPress.com-Konto. Abmelden /  Ändern )

Google Foto

Du kommentierst mit Deinem Google-Konto. Abmelden /  Ändern )

Twitter-Bild

Du kommentierst mit Deinem Twitter-Konto. Abmelden /  Ändern )

Facebook-Foto

Du kommentierst mit Deinem Facebook-Konto. Abmelden /  Ändern )

Verbinde mit %s